DSC04383

Birma (Myanmar) cz.5 Dawei – Ostatni tydzień w Birmie

Na wizie turystycznej można w Myanmie przebywać jedynie 28 dni i jest to dość restrykcyjnie przestrzegane. Nam zostało jeszcze pięć dni. Postanowiliśmy dotrzeć na południe kraju i spróbować przedostać się drogą lądową do Tajlandii. Z tego co nam wiadomo czynne jest jedno przejście graniczne w Mae Sot i ponoć w Htee Kee. My chcielibyśmy skorzystać z tego drugiego :)

Aby dojechać w południowe rejony musimy najpierw wrócić do Yangon a następnie z Yangon szukać autobusu do Dawei. Jeszcze do niedawna aby dostać się na południowy kraniec kraju m.in. na archipelag Mergui potrzebne było specjalne pozwolenie a kierowcy autobusów nie zabierali obcokrajowców. Jedyną alternatywą były łodzie rybackie lub drogie czartery jachtów z Tajlandii. Każdego dnia zmieniają się jakieś przepisy i teraz ponoć jest już dużo łatwiej. Trzeba pamiętać, że archipelag Mergui do dziesiątki pięknych wysepek nienaruszonych jeszcze przez komercyjną turystykę, gdyż nigdy wcześniej jej tam nie było. Była to strefa zamknięta dla obcokrajowców. Teraz to raj dla nomadów i hipisów :) Taka Tajlandia z lat 70-tych. Jak szybko powstaną tam betonowe all inclusive czas pokaże.

Z Nyaung Shwe (Inle Lake) do Yangon jechaliśmy 11 godzin. O 5:00 rano umęczeni dojechaliśmy na expres bus terminal. Po wyjściu z autobusu czekało już na nas standardowo kilku taksówkarzy i innych naciągaczy służących wszelaką pomocą 😉 Jeden z nich przeprowadził nas przez cały dworzec i zaprowadził do biura przewoźnika SHWE PEARL THI jeżdżącego do Dawei. Taka mała przysługa za uśmiech :) Udało nam się kupić dwa bilety (30.000 kyatów/100 pln.), odjazd o 16:00.

Yangon Czekając na kolejny autobus

Yangon Czekając na kolejny autobus

Kolejna noc w autobusie i już o 6:00 rano :) jesteśmy w Dawei. Na nasze szczęście większość autokarów jest dość wygodna, trzeba tylko mieć jakąś bluzę i kocyk, bo klimatyzacja mrozi.

Dawei jest średniej wielkości miasteczkiem portowym o postkolonialnym klimacie. Spokojne i tanie.
Zatrzymaliśmy się w przytulnym hotelu „Shwe Moung Than” (15$/noc). Na dachu znajduje się restauracja z widokiem. W cenę wliczone jest śniadanie.

Widok z hotelowej restauracji

Widok z hotelowej restauracji

Chodząc uliczkami napotkaliśmy sklep z nowymi maszynami do szycia typu SINGER. One są nadal produkowane i używane w krajach azjatyckich, gdzie z prądem jest różnie. Stary mały meczet o pięknym czerwonym rustykalnym kolorze robi duże wrażenie. Cała aleja złotników. Stary kościół baptystów, postkolonialne wille i budynki urzędowe. Czasy angielskiego kolonializmu mieszają się z birmańską rzeczywistością tworząc ciekawy kolaż. W jednej z uliczek natrafiamy na lokalną aptekę, bardzo starą, prowadzoną od pokoleń przez jedną rodzinę. Kupiliśmy w niej ziołowe specyfiki dla Moni. Dłuższą chwilę zajęło nam wytłumaczenie czego potrzebujemy, gdyż angielski nie jest tutaj powszechny :)

Apteka w Dawei

Apteka w Dawei

Następnego dnia wypożyczamy skuter (8.000 kyatów/25 pln.) i jedziemy na plażę za miasto. Droga wiedzie przez wzgórza i kilka wiosek. Dojeżdżamy nad brzeg morza i własnym oczom nie dowierzamy. Zamiast palm rosną tutaj naturalnie potężne iglaki, prawdopodobnie jakaś odmiana cedru. Wzdłuż plaży ciągną się restauracje i małe kramiki. Prawie nikogo tutaj nie ma. Miejsce odwiedzane jest jedynie przez lokalnych w wolne dni. Ma to swój urok.

Plaża k.Dawei

Plaża k.Dawei

W Dawei trafiliśmy do lokalnej restauracji słynącej z sałatek z awokado, marynowanej zielonej herbaty oraz soków. Są pyszne i tanie. Sałatka kosztuje 800 kyatów/2.5 pln. a sok 1000 kyatów/3.5 pln.

Avocado salad

Avocado salad

Co najważniejsze ustaliliśmy, że przejście graniczne z Tajlandią w Htee Kee jest od niedawna czynne. Jedyne utrudnienie jest takie, że jest ono położone w zalesionym, górzystym terenie i żaden transport publiczny tam nie kursuje. Dodatkowo to 150 km. drogi gruntowej :) Transport do granicy można zorganizować w hotelu czy  gesthousie. Współpracują oni z kierowcami, którzy mają przetarty szlak do granicy.

W stronę Tajlandii

W stronę Tajlandii

O 7:00 wsiadamy do prywatnego auta i za 25 $ od osoby jedziemy w stronę Tajlandii. Po pięciu godzinach telepania przez góry i lasy dojeżdżamy do pasa granicznego. Birmański oficer w bambusowej budce podstemplował nam paszporty zaznaczając, że to ostatni dzień naszej wizy. Ale gdzie jest Tajlandia? Ok. 2 km dalej. Okazało się, że to strefa bezpieczeństwa, którą powinniśmy pokonać pieszo :( Nasz kierowca okazał się być odważnym człowiekiem, zamaskował tablice rejestracyjne swojego auta i za dodatkową opłatą dowiózł nas prawie pod sam punkt tajskiej kontroli granicznej :) Bez żadnych kłopotów i sprawdzania bagaży tajski strażnik podbił nam paszporty. Wizy na przejściach lądowych ważne są jedynie przez 14 dni!!! Jeśli będziecie przekraczać granicę w tym miejscu pamiętajcie o poinformowaniu kierowcy przed wyjazdem, że chcecie, by dowiózł was bezpośrednio do tajskiego Immigration Office (będzie wiedział co zrobić).

DSC04541

Tak oto kończy się nasza przygoda z piękną Birmą. Polecamy odwiedzić ten kraj zanim turystyka zostanie mocno skomercjalizowana. Podróżowanie po nim jest dość łatwe, bilety na autokar można rezerwować przez FB :) wszędzie hotele i hostele, coraz więcej bankomatów. Ludzie mili i przyjaźni. 300 kyatów = 1 pln. a plik 300.000 kyatów w portfelu to już max  :)

 

Garlic

Zapraszamy do naszego sklepu: www.momaspiral.com