Łza Indii – kraina uśmiechniętych ludzi

Planując podróż w 2013 roku nie braliśmy pod uwagę Sri Lanki. Mateusz – kuzyn Marcina, który do nas na jakiś czas dołączył stwierdził, że warto pojechać na wyspę skoro będziemy tak blisko. Pomysł był taki, by z Rameswaram- krańca Indii przedostać się statkiem / łodzią na oddaloną o ok. 30 km Lankę. Gdy już po kilkudziesięciu godzinach jazdy autobusami dotarliśmy do Rameswaram (najdalej wysunięty cypelek w stronę wyspy) zaczęliśmy pytać miejscowych rybaków, którą łodzią możemy popłynąć na Sri Lankę. Wszyscy na nas patrzyli ze zdziwieniem i pytali jak chcemy to zrobić? Okazało się, że nasz plan jest bardzo ryzykowny, bo na morzu straż przybrzeżna może nas potraktować jak nielegalnych imigrantów i zacząć do nas strzelać.

Nie ma bowiem możliwości, by z tej części Indii dostać się drogą morską na Sri Lankę. Jedyna możliwość to samolot a najbliższe międzynarodowe lotnisko jest zaledwie 300 km. stąd w Madurai 🙂 Tak oto polecieliśmy z Indii do krainy uśmiechniętych ludzi.
Mieszkańcy wolą nazywać swoją wyspę Lanka. Planowaliśmy tydzień, zostaliśmy trzy miesiące. Po dwóch latach wróciliśmy – tym razem na miesiąc. Zakochaliśmy się w tej wyspie i jej mieszkańcach. Gdy pierwszym razem wylądowaliśmy w Colombo zupełnie nie wiedzieliśmy co dalej chcemy robić i dokąd jechać. Nie mieliśmy żadnych informacji na temat Sri Lanki. Wiedzieliśmy tylko, że chcemy odpocząć po trudnym miesiącu w Indiach. Pewien młody turysta z entuzjazmem doradził nam Bentotę – miasteczko nad oceanem. OK, jadąc autobusem zabukowaliśmy pierwszy nocleg.

Na wyspie mieszka ok. 20 mln ludzi. 74% to plemię Sinhala, ok 20% to Tamilowie, a pozostała część to plemię Moorów. 70% jest wyznawcami buddyzmu, 16% hinduizmu, 7% stanowią chrześcijanie i 7% muzułmanie. Rozmawiają w dwóch odmiennych językach: Sinhala i Tamil. Większość nazw miast, ulic jest dwujęzyczna. Sri Lanka przeżyła wojnę domową 1983 – 2009, obecnie jest całkowicie bezpieczna, a ludzie trzech kultur i czterech religii żyją ze sobą w zgodzie.

Bentota

Zamieszkaliśmy w „Mihin Villa“ wraz z Mihinem i jego rodziną. Był z nami Krzysiek, kolega Marcina, Mateusz ostatecznie zmienił plany i został w Indiach. Mihin (gospodarz) opowiadał nam różne ciekawostki na temat wyspy, ostrzegł nas przed praktykami jakie stosowane są przez młodych Lankijczyków, chcących szybko i łatwo zarobić na turystach. Indianie, Lankijczycy, Nepalczycy i inni Azjaci mają niemal „siódmy zmysł“ w rozpoznawaniu „pierwszorazowych“ turystów. W Bentocie wygląda to w ten sposób, że dostają oni prowizję od każdego sklepu, w którym turysta zrobi zakupy. Zazwyczaj są oni przewodnikami po mieście. Niektórzy czekają pod sklepem aż turysta wejdzie do sklepu i za jego plecami dają sprzedawcy znać, że to on przyprowadził go do jego sklepu. Nieświadomy turysta płaci cenę produktu podwyższoną o jego „prowizję“. Spotkaliśmy się z czymś takim osobiście. Przez cały dzień chodził za nami Lankijczyk, udając naszego przewodnika i próbował na nas zarobić w każdym sklepie, do którego wchodziliśmy. Robiąc zakupy musieliśmy mówić, że jesteśmy sami i nikt nas tutaj nie przyprowadził a ten człowiek jest naciągaczem. W ten sposób zaoszczędziliśmy sporo pieniędzy. Nie spotkaliśmy się z podobną praktyką w żadnym innym mieście.

Po tygodniu w Bentocie Krzysiek wrócił do Polski. My ruszyliśmy dalej wgłąb wyspy, by rozpocząć przygodę z wolontariatem. Trafiliśmy na farmę Jeanne i Feizala w Kotadeniyawa, gdzie dołączyliśmy do projektu Alby i Xaviego z Hiszpanii. Przez miesiąc wspólnie zbudowaliśmy pierwszy na Sri Lance ogród w kształcie Golden Spiral (wg. zasad świętej geometrii). O tym przedsięwzięciu napiszemy w osobnym artykule 🙂

Na wspomnianej farmie mieszkał Ravi – przyjaciel Feizala i Jeanne, młody opozycjonista rządu Sri Lanki. Jego pasją jest ochrona środowiska. Jest wykładowcą „enviromental studies“ na uniwerstytecie w Matarze. W ramach swoich zajęć ostrzega przed konsekwencjami stosowania chemii w rolnictwie i GMO. Uczy jak chronić lokalne lasy i zwierzęta (w tym węże). Tworzy bank nasion, zanim wszystkie zostaną zmodyfikowane genetycznie i staną się „własnością intelektualną“ kilku globalnych firm! Pewnego dnia na farmę przyjechali studenci Raviego, by razem z nami sadzić rośliny. Wśród nich był buddyjski mnich – Thero, z południowej części wyspy. Thero zafascynował się naszym projektem do tego stopnia, że sam zapragnął zbudować taką spiralę u siebie w wiosce.  Jako „doświadczeni fachowcy“ zostaliśmy poproszeni o pomoc. Tydzień później mieszkaliśmy już w świątyni buddyjskiej w środku tropikalnego lasu, w wiosce Kodabibule (w j.pol. oznacza „miejsce gdzie wybija 7 źródeł wody“).Przez miesiąc żyliśmy w surowych warunkach otoczeni szczególną opieką. O tej przygodzie również napiszemy w osobnym artykule 🙂

Kodabibule – lankijska gościnność

Mieszkając u Thero mieliśmy możliwość poznania lankijskiej gościnności i zwyczajów ludzi Sinhala. Rzadkością jest tutaj biały człowiek. Tym bardziej biały, który pracuje i mieszka razem z nimi w małej wiosce. Dzięki Dilani nauczycielce angielskiego, mogliśmy porozumieć się z Thero i mieszkańcami. Świątynia Thero działa w zupełnie inny sposób niż znany nam kościół katolicki. Warunki są proste i surowe. Nie ma nakazu przyjścia do świątyni. Ludzie przychodzą tu sami z siebie, czasem o 6 rano, wyciągając mnicha z łóżka:) Sami dbają o świątynię, przychodzą pozamiatać, zapalić światło, kadzidła, przynieść świeże kwiaty, ofiarować jedzenie, porozmawiać, poprosić o radę. Świątynia żyje swoim życiem całą dobę. Thero jest ogromnym autorytetem w wiosce. Jest również całkowicie zależny od jej mieszkańców. W świątyni się nie gotuje. Każdego dnia inna rodzina ma dyżur i przygotowuje dla niego i jego gości posiłki. Podstawowym daniem jest ryż i curry. Wiaderko ryżu na śniadanie, obiad i kolację. Curry z warzywami, rybą, z ziemniakami, startymi liśćmi, wiórkami kokosowymi (tzw. sambar: wiórki, chili, cebula)… Wszystko na ostro. Podobnie wygląda śniadanie, obiad i kolacja. Czasem z ryżu robią tzw. string hoppers (ryż w formie makaronu) lub roti (placki wypiekane z mąki). Do tego owoce, kurd z mleka krowiego i bawolego. Odkryciem było dla nas, jak pyszne jest kwaśne mango z solą i chili. Herbata i kawa z mlekiem lub bez, ale zawsze z niewyobrażalnie dużą ilością cukru.

Lankijczycy przestrzegają pewnych zasad przy stole. Je się palcami. Prawą dłonią. Lewa służy do czegoś innego 😉  Oblizywanie paluszków jest bardzo źle widziane. Gospodarze czekają aż najedzą się goście. Stoją w pogotowiu przy stole i patrzą czy ci smakuje, czy czegoś nie brakuje. O dokładkę nie trzeba prosić, nim się obejrzysz kolejna porcja ryżu ląduje na talerzu. Nie siadają do stołu dopóki ty od niego nie odejdziesz. W świątyni również panuje pewna kolejność. Najpierw jedzą mnich i jego goście, potem Mama (opiekun), dzieciaki kręcące się po świątyni. Psy i koty ucztują na końcu.

Wesele lankijskie

Na tradycyjne wesele przychodzi tu kilkaset osób, najczęściej jest to impreza otwarta dla całej wioski. Pierwszy dzień odbywa się w domu panny młodej. W większych miastach uroczystość odbywa się czasami w hotelu. Panna ubrana jest w białe sari, pan młody w królewski kaftan z bufiastymi rękawami i nakryciem głowy podobnym do czapki Napoleona Bonaparte. Goście przyjmowani są w odpowiedniej kolejności. Najważniejszy jest mnich buddyjski, czasem kilku. Na progu czekają rodzice i siostry. Para kłania się rodzicom i słucha długiej pieśni śpiewanej przez siostry. Drugiego dnia impreza odbywa się w domu pana młodego. Panna młoda zakłada czerwone sari, symbolizujące krew a pan młody garnitur. Kilkadziesiąt osób przewija się przez cały dzień, szczególnie w porze lunchu. Wieczorem wszyscy tańczą i śpiewają. Zwyczajem jest, że mieszkańcy pomagają w przygotowaniach weselnych a kobiety często przynoszą upieczone przez siebie smakołyki.

Raimo

„Lankijczycy nie lubią pokazywać, że mają pieniądze. Czytają Marksa i są z zamiłowania komunistami“. Raimo
Jedząc śniadanko w lokalnej knajpce (w Hikkaduwa) poznaliśmy Raimo, Fina mieszkającego tutaj od 21 lat. Jako członek Rotary Club, opiekuje się ok. 2000 dzieci na całej wyspie, które w wyniku tsunami w 2004 roku straciły jedno lub obydwoje rodziców. Co miesiąc otrzymują one stypendium do momentu zakończenia nauki lub zawarcia małżeństwa. Raimo otwiera im konta (najczęściej na członka rodziny), na którym jest limit dopuszczalnych wypłat. Jego zadaniem jest pilnowanie, by wszystkie środki były wykorzystywane w odpowiedni sposób. Gdy wraca do Finlandii na pół roku zdarza się, że ktoś wypłaci więcej niż powinien. Ludzie Sinhala lubią duże imprezy. Czasem kupują motor czy tuk tuka.

– Pomyliłem się – opowiadał Raimo – że nie kupiłem tu ziemi. Kiedyś obcokrajowcy mogli kupować ziemię, teraz rząd Rajapaksy chce mieć prywatną wyspę. Ziemię można jedynie wziąć w leasing. Są to niewielkie pieniądze w skali roku.
Raimo to miłośnik piwa. Wiele lat pracował w największym fińskim browarze. Na nasze pytanie dlaczego się nie ożenił z Lankijką w odpowiedzi usłyszeliśmy historię.

–  Mój przyjaciel ożenił się z tutejszą kobietą. Kiedy tutejsza kobieta wychodzi za mąż jej rodzice robią duży prezent rodzinie męża. Kiedy natomiast kobieta wychodzi za mąż za obcokrajowca jest dokładnie odwrotnie. Najpierw pieniądze, potem ślub. Duże pieniądze. Rodzice są wtedy szczęśliwi. Kiedy są małe pieniądze, oznacza, że kobieta wyszła za mąż za biedaka…

Po ślubie w domu przyjaciela pojawili się wszyscy kuzyni, wujowie, ciotki, bracia. Nagle przestali pracować. Nawet mnich zostawił pomarańczowe szaty w klasztorze i jest teraz kierowcą tuk tuka. Często bywa tak, że rodzice z biedy oddają małych chłopców do klasztoru. Mnich uznał, że w rodzinie rozpoczął się dobrobyt i postanowił wrócić.

– Prawdziwa historia! – kontynuował Raimo – Niewiarygodne. Jeśli chciałbym ożenić się z tutejszą kobietą, musiałbym ożenić się z całą jej rodziną. Widzicie ten dom? To był ich dom. Nie spodobał się on części rodziny. Podobno ziemia należała do kogoś innego i dlatego został ograbiony i zniszczony. Mój przyjaciel kupił wówczas kawałek ziemi niedaleko i postawił drugi dom. Pewnego razu kupił łódź, przepiękna. Nie spodobało się to teściowi i szwagrowi. Wzięli metalowe pręty i doszczętnie zniszczyli łódkę. Okazało się, że powinien im też taką kupić chcąc chwalić się swoją.

– Wolę żyć z lankijką w wolnym związku. Jest to możliwe tylko wówczas gdy kobieta jest rozwiedziona lub jest wdową. W tej kulturze taka kobieta i tak jest już na straconej pozycji a każdy mężczyzna, który chce się nią  zaopiekować jest na wagę złota.

Lankijski dress code

Ubiór lankijski różni się w zależności od przynależności do grupy religijnej. Mężczyźni noszą zazwyczaj lungi (sarong – pareo motane w specjalny sposób w pasie). Natomiast kobiety ubierają sari z falbanką w pasie. Po falbance można rozpoznać z której części wyspy pochodzi. Bardzo często spotykanym strojem jest długa spódnica i bluzka (podobnie jak u nas w latach 70/80-tych). Dziewczyny wybierają coraz częściej spodnie lub legginsy i długą tunikę. Tabu w tej kulturze są nogi. Kobiety nie odsłaniają nóg. Poza turystycznymi miejscami typowym strojem kąpielowym są dżinsy / spódnica i koszulka – czyli to co ma na sobie. Na co dzień kobiety kąpią się również w sarongu – tak skrywają swoją nagość.

Christmas Party

Jeanne i Feizal zaprosili nas na Bożonarodzeniowy obiad, do domu siostry Jeanne w Negombo. Ukisiliśmy na tę okazję polską kapustę i ulepiliśmy pierogi. Tradycją jest, że co roku na imprezę zjeżdża się rodzina z całego świata. Tym razem było około 50 osób. Spędziliśmy naprawdę cudowny czas i chyba były to najbardziej kolorowe święta, jakie do tej pory mieliśmy.

Polskie spotkania

W 2013 roku na trekkingu w Himalajach spotkaliśmy Izę, na co dzień mieszkająca w Irlandii. Spędziliśmy razem tydzień czasu wspinając się do Annapurna Base Camp. Po ponad dwóch latach od tego momentu zbieg okoliczności sprawił, że spotkaliśmy się ponownie – tym razem nad Oceanem Indyjskim, w Hikkaduwa, gdzie spędziliśmy razem sylwestra.
Dzień później na Sri Lankę przyleciała siostra Marcina – Stella wraz ze swoim boyfriendem – Wagnerem. To również był dla nas szczególny czas, gdyż na co dzień Stella mieszka w Brukseli:)

Czasem łatwiej spotkać się na drugim końcu świata niż na własnym podwórku 🙂

Garlic & Papaya

Zapraszamy do naszego sklepu: momaspiral.com