Moc oceanu

Ocean, który widziałam pierwszy raz wręcz zmusił mnie do refleksji. Chciałabym się nią z Wami podzielić. Dlaczego ocean jest dla mnie tak ważny? Od dziecka słyszałam, że moje oczy są jak ocean. Wtedy jeszcze go nie znałam, choć bardzo starałam się zrozumieć co to oznacza. Ucząc się sztuki masażu hawajskiego Lomi Lomi Nui otrzymałam imię: „Kaina” co w jęz. hawajskim oznacza „utrzymująca równowagę oceanu”. Wtedy również nie mogłam zrozumieć jakie jest moje zadanie ukryte w tym imieniu. Zapragnęłam ten ocean w końcu osobiście poznać.

Kiedy stanęłam na plaży w Bentocie i na własne oczy po raz pierwszy zobaczyłam ocean zrozumiałam dlaczego się tu znalazłam. Teraz patrzę na niego i chłonę go całą sobą. Zachwyca mnie. Zauroczona wpatruję się w fale. Na falach kołyszą się łodzie rybackie – smukłe, proste katamarany oraz turystyczne – napędzane silnikiem, zabierające turystów na nurkowanie. Kilkadziesiąt metrów od plaży rafa hamuje fale, które rozbijają się o nią, po czym łagodnie biegną w moją stronę. Przede mną dwie Chinki wyciągają ramiona w stronę zachodzącego słońca. W geście modlitwy, a może po prostu dziecięcej radości. Są tak samo zachwycone oceanem jak ja! Chlapią wodą na wszystkie strony i śmieją się beztrosko. Słyszę pokrzykiwania kruków siedzących na palmach kokosowych za moimi plecami. Przedrzeźniają się z szumem fal. Kiedy zamykam oczy czuję zarówno spokój jak i moc oceanu. Bogactwo wewnętrznego życia świadczące o jego matczynej opiece i zarazem niszczycielską siłę fal. Czasem w „nielogiczny” dla mnie sposób uczy równowagi, której pilnuje Matka Natura.

Fale próbują dotknąć moich stóp. Dalsze wybrzuszają się groźnie, ufam, że nie zdołają mnie dosięgnąć. Patrzę na nie z respektem. Pamięć o tsunami z 2004 roku jest tu wciąż żywa. Dwanaście lat temu w bożonarodzeniowy poranek fale pokonały rafę i z wysokości kilkunastu, a miejscami nawet kilkudziesięciu metrów uderzyły w wybrzeże Sri Lanki. Szczegóły tej tragedii usłyszeliśmy od Raimo – Fina, mieszkającego od ponad 20 lat na wyspie. Poznaliśmy go jedząc śniadanie w lokalnej knajpce. Choć minęło sporo czasu od tej tragedii jej skutki są nadal dostrzegalne. Ocean uderzył w Sri Lankę ze wszystkich stron… Zmienił krajobraz wybrzeża. Fale zatopiły wszystko po drodze: domy, pociągi, drogi. Wdarły się na ok. 2 km wgłąb lądu i na niewielkim odcinku wyspy zabrały ze sobą ok. 4000 ofiar. 1800 osób zginęło w samym pociągu, który tamtędy przejeżdżał (oficjalnie na pomniku wymienionych jest 1200, ale lokalsi wiedzą ile faktycznie osób mieści się w przepełnionym pociągu). Raimo pokazał nam pomnik, który stoi własnie w tym miejscu nieopodal miejscowości Hikkaduwa. Wcześniej domy ustawione były tak blisko siebie, że niemal zasłaniały wodę. Nie ma ich dziś. Jadąc Galle Road (zachodnie wybrzeże) wzdłuż oceanu można bez przeszkód napawać się jego widokiem. Choć coraz więcej jest stawianych nowych budynków. Wybrzeże na przestrzeni ok 0,5 km chowa masowe groby. Częstym widokiem są zatrzymujący się przy nich miejscowi.

Ashok, którego poznaliśmy w Passikudah (mała miejscowość na wschodnim wybrzeżu) opowiedział nam swoją historię. “Pamiętam..” – mówi Ashok – “…jak rano, leżąc jeszcze w łóżku, wpłynęła do naszego domu woda i sięgnęła ok. 1 metra. Nikt nie rozumiał co się dzieje. Moja mama i siostra nie chciały uciekać, śmiały się. Była to fala z południa, więc ludzie zaczęli uciekać w kierunku północy. Wtedy kolejna fala, już kilkumetrowa, uderzyła właśnie z północy odcinając nam drogę ucieczki. Nikt się jednak nie spodziewał trzeciej, najgorszej fali. Uderzyła ze wschodu i była wysoka jak wieżowiec. Ocean zabrał 20 osób z mojej rodziny. W tym rodziców i rodzeństwo. Zostałem sam jako kilkunastolatek. Rozumiem moc oceanu, żyję z nim w zgodzie. Mam do niego olbrzymi szacunek i respekt. Nie mam do niego żalu, wręcz przeciwnie, cieszę się, że jestem zdrowy i mogę Wam tę historię opowiedzieć.” Ashok zawiózł nas nad ocean gdzie w ciszy medytowaliśmy w miejscu skąd przyszła pierwsza fala… Mieszkańcy wyspy nie docenili rafy. Pomimo tak bliskiej relacji z oceanem nie uszanowali go. Okradali rafę koralową i po kawałku palili w dżungli przerabiając ją na materiał do budowy domów. Tych domów już zapewne nie ma, bo nie ma rafy, która mogła je ochronić przed siłą tsunami. Trudno powiedzieć na ile rafa powstrzymałaby fale tsunami, ale jak sami mieszkańcy wyspy mówią, na pewno zmniejszyłaby jego skutki.

Po kilku dniach ten bezmiar wód wydaje mi się już na tyle oswojony, że zaczynam rozumieć moją lekcję… Patrząc na niego widzę jego odbicie w sobie. Nie trzeba żyć nad oceanem, by łamać jego prawa. Są to uniwersalne prawa. W społeczeństwie, w którym się wychowałam spokój i równowaga nie są cenione tak wysoko jak przebojowość, osiąganie celów, szybkość. Współczesne życie wymusza od nas dostosowanie się do szaleńczego tempa. Tempa, które zakłóca naszą równowagę. Kto nie da rady utrzymać się „na fali”, ten tonie. Przez długi czas surfowałam zawsze na fali. Rozwijałam się szybko i poświęcałam cały mój czas na zdobywanie nowych umiejętności. Chciałam więcej niż mogłam, choć tego zupełnie nie czułam. Latami moja rafa wytrzymywała. Jednak w środku, w sercu czułam, że nie o takie bycie „na fali” w tym życiu chodzi. Małe tsunami przychodziły do mnie jak tylko “przeginałam” w postaci chorób, aż ostatecznie po 10 latach „sukcesów” przyszło i rozłożyło mnie na łopatki bólem i paraliżem na dobre 2 tygodnie. Kolejne 4 lata poświęciłam na poznawanie tych uniwersalnych praw – “praw oceanu”. Na odkrywanie moich prawdziwych pasji i możliwości. Cierpliwie, kawałek po kawałku odbudowuję swoją rafę 🙂 I tym razem chronię ją przed zakusami bycia “na fali” (bardzo mi w tym pomaga Garlic:)).

Dobrzy surferzy akceptują “prawa oceanu”. Czekają na swoją falę po czym odpoczywają i czekają, aż ocean pozwoli im znowu wskoczyć na deskę. Nie da się ciągle surfować, jeśli nie odpuścisz kiedy nie masz sił, znajdziesz się pod wodą! Dzięki mojemu tsunami nauczyłam się cieszyć zarówno kiedy fala jest i mogę się rozpędzić, jak również kiedy jej nie ma – bo wtedy mogę odpocząć i zastanowić się co dalej. Bez tej akceptacji zawsze czegoś było za dużo lub za mało. Teraz nareszcie jest wystarczająco, żyję w harmonii.

Wdzięczna jestem wszystkim, którzy pomagają mi rozumieć uniwersalne prawa świata, w którym żyję oraz przypominają jak jeszcze lepiej dbać o siebie samą i Matkę Naturę.

Papaya

Zapraszamy do naszego sklepu: momaspiral.com