Dalbat power 24h!

Co w Nepalu można dobrego zjeść?

Najważniejszy w Nepalu jest ryż. Biały zwykły ryż. Podróżując po górach wszędzie rozciągają się pola ryżowe. Kiedy zobaczyliśmy te sielskie, dziewicze krajobrazy po raz pierwszy mieliśmy jeszcze nadzieję na naturalny ryż, bez dodatków (nie taki jak u nas). Niestety uprawy są ulepszane pestycydami, które nieświadomi rolnicy leją czasem bez opamiętania. By na naszym talerzu znalazł się kopiec ryżu rolnicy sadzą go, doglądają, potem ścinają i ręcznie młócą. Ponieważ pogoda sprzyja, plony można zbierać dwa razy w roku.

“Dal bat” – czyli tradycyjne nepalskie danie podawane jest na śniadanie, obiad i kolację… Gotowany jest na świeżo każdego dnia. Nie ma tu lodówek w domach. Ryż (czyli bat) polewa się zupką z soczewicy (używają przeróżnej: czarnej, czerwonej, mieszanej…) do tego je się “nepali salad” czyli plasterki pokrojonych warzyw (np. rzepa, marchewka, cebula) i curry. Curry są to warzywa smażone w przyprawach (sól, masala, chili, asofetida…) mogą to być ziemniaczki, kalafior, fasolka, pomidorki, tzw. iskul (warzywo przypomina ogórek w kształcie gruszki). Do tego na talerzu w obfitym dalbacie pojawia się smażony szpinak. Ogromne liście szpinaku, oczywiście z chili. Do tego ostre pickle (np. miks imbir-cebula-czosnek-chili-pomidorki). W domach i dobrych knajpkach zasada jedzenia dalbatu jest prosta, dokładają dopóty, dopóki się nie nasycisz. Nepalczycy jedzą ogromną ilość ryżu z odrobiną curry, ale wiedzą, że turyści wolą odwrotnie. Dalbat je się ręką. Prawą. Lewa w Azji jest zarezerwowana do celów higienicznych 🙂

Nieodłącznym elementem kuchni nepalskiej jest czosnek (garlic) i imbir. Ścierane są często razem na kamiennej płycie na pastę, którą dodaje się do curry i innych potraw. Czosnek ma wiele witamin i jest naturalnym antybiotykiem.

Warzywa i owoce kupuje się na targowisku, których nie brak w miastach. Na wsi ludzie mają wystarczająco warzyw w swoich ogródkach.

Nepalczycy  piją rano i po południu “masala tea” / “chai” czyli czarną herbatkę gotowaną z przyprawami (imbir, kardamon, cynamon…) i z mlekiem. Niestety mają manię słodzenia, więc jeśli nie uprzedzisz, że nie chcesz cukru dosypują dwie pełne garści do garnuszka. Miałam przez to przydomek “Monika no sugar” w campie. Czasem udało mi się wynegocjować “no sugar”. Podglądałam, że słodzili już gotującą się wodę i podejrzewam, że cukier wsypywali również do wody na ryż.

Innym specjałem są “momo”. Małe pierożki, przeważnie mięsne. Udało nam się również znaleźć wersję wege. Gotowane lub podsmażane z jednej strony. Polewa się je sosem lub je się z sosikiem pickle.

Odmianą w dalbatowej diecie może być curry z roti lub naanem. Curry to warzywa w przyprawach, ja uwielbiam “palak paneer” (ser i szpinak). Roti i naan to chlebki / placki pszenne pieczone w piecu tandori. Przepyszny jest garlic naan (z czosnkiem). Taki placek dostajesz pokrojony lub łamiesz go i jesz razem z warzywkami. Pycha!

Na śniadanko w Kathmandu czy Pokharze można zjeść owsiankę z banami lub tzw. simple breakfast czyli tosty z “hash brown potatos” – podsmażanymi talarkami ziemniaczków z cebulką, czasem pomidorkiem, a czasem bananem! Do tego jest jajko na wiele sposobów i do wyboru herbata lub kawa. Poza miastami na śniadanko dostaniemy dalbat lub gotowaną soczewicę z chapati (tak lokalsi mówią na roti lub naan).

W ciągu dnia w jednym z domów podawali nam popcorn zamiast dalbatu i snacki czyli ostre przegryzki, chrupki. Szczególnie na wsi czy w górach popularne są zupki chińskie. Zdecydowanie nie warto zabierać ich ze sobą z Polski. Dzieciaki czasem chrupią makaron instant w przerwie lekcyjnej. Zdarzało się, że np. na podwieczorek Parwati (nasza kucharka na campie) gotowała nam zupę właśnie z tego makaronu. Doprawiała jeszcze po swojemu i dodawała warzyw. Zupa była tak ostra, że spróbowałam ją tylko raz…..

Nepalczycy uwielbiają świętować, a jak wiadomo święta to zapachy i świąteczne dania. Podczas święta Tulsi (święta bazylia) zostaliśmy zaproszeni na przepyszny poczęstunek do domu ojca Parwati – Arjuny. Tego dnia piecze się obwarzanki z mąki ryżowej i je się je ze specjalnym curdem (taki nasz kefir z mleka bawolego zmieszany z surową mąka ryżową, kawałkami kokosa, kardamonem, cynamonem i innymi przyprawami). Pycha!

Bardzo pięknym nepalskim zwyczajem jest podawanie jedzenia, picia, pieniędzy, generalnie wszystkiego prawą ręką, podtrzymując ją lewą. Masz wtedy wrażenie, że to, co otrzymujesz jest ważne, podane z szacunkiem i uważnością. Bardzo lubię ten gest.

Kto był w Himalajach ten wie, że na polach ryżowych rośnie również “millet” – rodzaj zboża, z którego miejscowi przygotowują lokalne wino (min. 18%) “roxy”. Próbował Marcin 🙂

Kuchnia nepalska  to kuchnia na ogniu. Gotuje się na piecach zbudowanych z kamienia, mieszanki gliny i obornika bawolego. Pali się drewnem. Codziennie garnki oblepiane są popiołem lub gliną, by mogły wytrzymać próbę ognia 🙂 Jedzenie smakuje inaczej, jest pełne energii. W miastach i gest housach natomiast używa się butli gazowych. Obecnie jest problem z gazem (z powodu blokady Indii), więc Nepalczykom bardzo przydają się umiejętności gotowania na ogniu).

“Mito!”

Tak możemy podziękować za jedzenie, oznacza to po nepalsku “smaczne”.  Marcin dziękował mówiąc mniam mniam 🙂

Papaya

Zapraszamy do naszego sklepu: momaspiral.com